Anks @ Pilot Bootcamp – day 1

Pół nocy nie spałam z ekscytacji przed Bootcampem i nerwów, czy aby nie zaśpię i czy będę miała co jeść. Ale wstałam, zjadłam i pojechałam.
Pod Pilotem wylądowałam przed 9, bo zbiórka rowerzystów. Postałam sobie pod biurem w oczekiwaniu, aż pojawi się drugi rowerzysta bootcampowicz, ale jak się okazało, stwierdził, że jednak ma za blisko 😛 W efekcie, byłam spóźniona i trochę speszona, bo nie bardzo ogarniałam, co się dzieje.

/Dygresja: w garażu mają fajne, zamykane na kod, rowerownie, ale ze śmiesznymi wieszakami na rowery – mój rower jest na nie za mały i odwraca się do góry nogami xD W końcu przyczepiłam bokiem, bo inaczej się nie dało/

Zaczęliśmy od prezki, z której jednak wiele nie widziałam, bo była bardzo drobna, a ja ślepa jak kura jestem. Ale zaczęły się zadanka!

Najpierw Try Ruby, a potem Try Git – myślę sobie, spoko. Ale potem już rzut na głęboką wodę 🙂 Zadania niezbyt precyzyjnie opisane (jak na moje QA-we oko), ale dalim radę. Ogólnie konstrukcja zagadnień bardzo podobna do tego, co robiłam na edX jakiś czas temu – mam wgrane testy do zadań i muszę je rozwiązywać aż testy będą przechodzić. A potem jeszcze mogę dostać rejecta, jeśli da się coś ładnie zrefaktorować.

Nie da się ukryć, że mój skromny background w postaci paru kursów plus oglądanie kodu na co dzień się przydaje – z tego, co obserwowałam, nie byłam w ogonie, ale jeden kolega miał niejaki problem bez wstępu merytorycznego. Z drugiej strony, Rails Girls Warsaw też polegają na hands-on coding i bez wstępów merytorycznych laski dają sobie radę, choć może tam jest to bardziej łopatologiczne.

Niemniej, jaram się – przez ponad 9h z wypiekami na twarzy googlałam możliwe rozwiązania jak nigdy 😉 Nie udało mi się co prawda zrobić wszystkiego, bo jestem za połową, ale i tak jest zajebiście!

Anks @ Pilot Bootcamp – day 0

Od wczoraj jestem we Wrocławiu i spędzę tutaj najbliższe 2 tygodnie na kodzeniu. To pierwszy mój wyjazd szkoleniowy na tak długo, także logistyka wymagała nieco zachodu.

Po pierwsze, przyjechałam z Błażejem, w związku z czym trochę kosztowo się zrobiło lżej – wynajmowanie jedynki w hostelu to jednak nie jest tania sprawa 🙂

Po drugie, przyjechaliśmy z rowerami 😀 Ja głównie z myślą o dojeżdżaniu na warsztaty, Błażej chce obskoczyć okoliczne lasy w poszukiwaniu górek. Być może uda się w weekend wyskoczyć do legendarnej Sobótki, o ile nie będzie padać.
Rowery trochę mnie stresowały, bo:
– trzeba dojechać na nich na dworzec, a potem z dworca na miejsce z dużymi plecakami (oj, bałam się jechać z wielkim plecakiem na malutkiej szosce, ale grunt, że bez sprzętu foto, który waży tonę)
– trzeba kupić bilety na rower w kasie, bo przez internet nie można (a właściwie nie można było, bo od paru dni już jest to możliwe :)) i modlić się, żeby wieszaki rowerowe nie były na drugim końcu pociągu i jeszcze dało się do nich przypiąć rowery sensownie, żeby ich nikt nie zajumał (udało się, uff)
– załatwić, żeby w hostelu można było trzymać rowery w pokoju (pani właścicielka straszyła, że nie będzie miejsca, ale jest spoko)
– załatwić przechowanie na czas warsztatów (jest rowerownia, jest impreza)

Po trzecie, żarcie. Jako że jestem na diecie oraz jestem turbo leniwa, doszłam do wniosku, że zamówienie cateringu dietetycznego (czyli pudełka) będzie świetnym pomysłem. Cenowo wychodzi porównywalnie (a nawet taniej) od jedzenia na mieście, a nie trzeba marnować czasu na jego upolowanie – profit!
Niestety, tu się zrobiło problematycznie, bo żaden catering wrocławski z tych znalezionych przeze mnie nie oferuje dowozu wieczornego, a rano mam raptem 45 minutowy przedział czasowy na dostawę – między otwartą (dzięki uprzejmości właścicielki) od 7:30 recepcją, a moim wyjściem o 8:15 (w sumie to wychodzę o 8:30, ale kiedyś muszę zjeść). Specjalnie pytałam po profilach fejsbukowych, jak tam z gwarantowaniem czasu dowozu i Bodychief odpisał, że “no tak jak pani sobie określi w zamówieniu”. No to żem wzięła. No i dzień przed dowozem kurier napisał, czy może przywieźć o 6:30, na co ja, że no kurczę, nie po to wybieram godziny, żeby wstawać w środku nocy ;/ No ale dobra, niech będzie, przeżyję. Po czym jakąś godzinę później dostałam kolejnego smsa, że da radę. Dzisiaj się dowiedziałam, że dzwonił do hostelu i się pytał, jak z tą recepcją, a pani właścicielka powiedziała, że nie ma opcji 😉 Polecam serdecznie Pokoje Gościnne STOP.
Anyway, still mega props za fakt, że kurier się odzywa wcześniej(!!), i to smsowo (!!), a nie telefonicznie. Na pewno im dam w feedbacku 🙂

No i tak to – tyle rzeczy mogło nie wyjść, na razie wyszło wszystko 🙂